Dzisiejsze popołudnie poświęcimy ulicy Żelaznej. Mirów to osiedle przebiegające przez dwie dzielnice :Wolę i Śródmieście. Pierwotnie należał do dawnej jurydyki Wielopole, a nazwa osiedla związana jest z dowódcą regimentu Gwardii Konnej Koronnej (zwanej Mirowską) i szkockim generałem, twórcą koszar mirowskich, Wilhelmem Mierem. Osiedle wyznaczają ulice Aleja Solidarności, Orla, Elektroalna, Chłodna i Żelazna.

Ta ostatnia posiada długą, ale niestety smutną historię. Obecnie biegnie od Alej, przy wiadukcie kolejowym, a kończy się u wylotu ulicy Nowolipki. Długość jej wynosi niecałe dwa kilometry,a samo powstanie datowane jest na drugą połowę XVII wieku. Kolejny natomiast jej odcinek powstał na początku XVIII wieku. W kolejnych etapach istnienia ulica została uregulowana.w 1770 roku uporządkowano jej bieg wówczas także otrzymała obecną nazwę . Nazwa została zapożyczona od Karczmy Żelaznej, która w XVIII wieku znajdowała się na skrzyżowaniu obecnych ulic Siennej i Twardej. W czasie okupacji ulica Zelazna znalazła się w granicach getta. Interesujący nas budynek nosi adres Żelazna 66. To kamienica, którą wzniesiona jeszcze przed wybuchem I wojny światowej pomiędzy 1910 a 1911 rokiem, już w roku po zakupie działki. Została zaprojektowana przez Henryka Stifelmana. Pierwszym właścicielem nieruchomości był Haim Kielmanowicz Gerkowicz (podobnie jak przylegającego do tej kamienicy domu o numerze Krochmalna 46). Odnaleźliśmy informację, że Gerkowicz, że był także właścicielem kamienicy na ul. Jagiellońskiej.

Sama ulica przed wojną miała wielkomiejski wygląd, więc ta kamienica idealnie wkomponowala się w jej charakter. Nieruchomość ta jest narożnym, trzypiętrowym budynkiem przy skrzyżowaniu z ulicą Krochmalną. To co ją przede wszystkim wyróżnia to sam narożnik, który umieszczony został w wykuszu. Na szczególną uwagę zasługuje przejazd bramny. Na jego ścianach znajduje się piękna ceramika . Oryginalne płytki w kolorze niebiesko - czarnym z delikatnymi wzorami widoczne są przez kratę bramy . Z bliska można dostrzec, że ozdobione zostały dwoma rodzajami wzorów na dwóch wysokościach. Z pierwotnego wystroju niewiele się zachowało. W części górnej bramy widoczne są oryginalne konsole. Sama brama jest wtórna i została wymieniona już po wojnie. Elewacja w czasach swojej świetności posiadała zdobienia. Zarówno parter jak i wyższe kondygnace wykończone zostały boniowaniem, czyli zastosowanie dekoracyjnej techniki zdobienia budynku znanej już w starożytnym Rzymie. Obecnie jest skuta i pozbawiona swej dawnej elegancji. Balkony od strony ulicy Żelaznej umieszczone zostały na drugiej osi - na każdej z kondygnacji powyżej przyziemia.

Uwagę zwracają także ozdobne barierki balkonów, których część zachowała się do dzisiaj. Od strony ulicy Krochmalnej budynek posiada 6 osi, a balkony umieszczone zostały na przedostatniej nich. Z tej strony widoczny jest także jednoosiowy ryzalit klatki schodowej z otworami okiennymi o wiele większymi, niż tymi które zastosowano do wyposażenia całej kamienicy . Drugie wejście do kamienicy znajdowało się w bramie na prawo. Budynek zwieńczony został ozdobnym gzymsem. Od strony ulicy Żelaznej na bocznej elewacji umieszczony został dziś nieczytelny już napise, przypominający nieco swym kształtem inicjały.

Pierwotny układ kamienicy od strony podwórza był nieco inny. Dziś brakuje jednej z oficyny z adresu Krochmalna 46. Na podwórzu znajdował się kiedyś ozdobny, żeliwny zdrój. Obecnie budynek wyłączony jest z użytkowania i niestety z roku na rok niszczeje. Parter kamienicy wypełnialy kiedyś lokale o charakterze użytkowym. Duże witryny sklepowe zostały później częściowo zamurowane, podobnie jak wejście do klatki scgosowej od strony ulicy Krochmalnej.

W przedwojennej książce adresowej odnaleźliśmy informację, że znajdowaly się tutaj: Mydlarnia Janiny Bajdy, Wytwórnia ubrań sportowych Em-Zet, pracownia tapicerska, Drukarnia Kometa. Po wojnie natomiast pod tym adresem znajdowaly się: sklep z kosmetykami, zegarmistrz, a na rogu ulokowany był sklep ze szczotkami i pędzlami.

I na koniec - wisienka na torcie. Jednym z jej przedwojennych mieszkańców był Mieczysław Wajnberg (1919-1996). Urodził się właśnie w tej kamienicy i tu spędził swoje dzieciństwo i młodość. Jego ojciec Samuel był muzykiem i pracował w teatrze. Z domu rodzinnego, Mieczysław Wajnberg wyniósł tradycje i zdolności artystyczne. Ojciec kierował ponadto zespołem muzycznym w znanym, przedwojennym żydowskim Teatrze Scala (ul. Dzielna 1). W obrębie getta był to jeden z najbardziej znanych żydowskich teatrów. Kierował ponadto działem muzycznym w filmie fonograficznejj Syrena Rekord (ul .Chmielna 66). Mieczysław Wajnberg towarzyszył ojcu w próbach. Znał więc od kulis artystyczny światek i scenę. Uczył się w Konserwatorium w Warszawie. Tak jak ojciec pracował w teatrach rewiowych i na dancingach. Wybuch II wojny światowej zastał go w Warszawie. Udało mu się jednak jeszcze w tym samym roku uciec do Białorusi, w której spędził dwa lata. Następnie z Mińska wyjechał do Taszkientu i w 1943 roku wraz z żoną wyjechał kolejny raz, tym razem do Moskwy. I tam mieszkał, pracował aż do swojej śmierci. Na swoim muzycznym koncie miał wiele utworów. Jeszcze przed ucieczką z kraju skomponował muzykę do przedwojennej komedii pt :"Fredek uszczęśliwia świat". Był autorem symfonii, koncertów solowych, sonat fortepianiowych i kantat. Komponował także muzykę do oper, a w celach zarobkowych muzykę do filmów, zarówno tych fabularnych jak i animowanych. Wajnberg nazywany jest artystą o potrójnej tożsamości. Niegdyś zapomiany, dziś wraca do łask i staje się "modny". Jego muzyki będziecie Państwo na pewno mogli posłuchać w ramach tegorocznego festiwalu WarszeMuzik.

Aleksandra Stefaniak "Historia Warszawy Cegłą Pisana"

Obraz Wpisu
Image
Tytuł Wpisu
Żelazna 66